-zobaczymy.-spojrzałam w jego oczy i naszła mnie ogromna chęć przytulenia go. Jednak przezwyciężyłam to i odeszłam nie odwracając się.
Do 2 w nocy, całowałam się z 6 chłopakami, byli tak pijani, że albo nie wiedzieli co robią, albo chcieli zrobić cokolwiek. Do Artura i jego kolegów więcej nie wracałam, interesowała mnie tylko i wyłącznie ciemna sylwetka Wojtka poruszająca się po klubie. Widziałam go z wieloma dziewczynami, ale nie wiem, czy którąś pocałował. Teraz chwilowo zgubiłam go z oczu, więc poszłam do baru i zamówiłam dużego drinka. Mam już dość tego miejsca.
-Ile?-zza pleców słyszę znajomy głos.
-Sześć.-odpowiadam popijając różowy napój.
-Dziesięć, wygrałem.-zamawia sobie whiskey.
-Zasada jest...-zaczynam.
-Nasze są inne. Cheers!-uderza swoją szklanką o moją i pije do dna.-Idziemy? Mam już dość.
-Tak, chodź stąd...-wstaję z krzesełka i pod nieuwagę siedzącej obok dziewczyny wrzucam jej białą pigułkę do kubka. To samo robię z moim kieliszkiem i szybko odchodzę.
-Co Ty zrobiłaś?-pyta Wojtek zdziwiony.
-Spokojnie. Widziałeś jaka spięta? Niech się trochę rozerwie, nic jej nie będzie.-uśmiecham się, kiedy opuszczamy klub.
-Skąd Ty to masz?
-Ze szkoły.
-Przewiozłaś to z Anglii?
-Tak.
-Jesteś nienormalna.-wyrzuca opakowanie do kosza.
-Ej! Jedna została.
-To jest nielegalne.
-Nielegalne nie znaczy złe.-puszczam mu oczko i łapię go za rękę.
-Już nie jesteś zła?-pyta.
-Daj spokój...-śmieję się.
-No tak, przecież jesteś pijana.
-Jestem trzeźwa jak zawsze! Patrz.-próbuję iść noga za nogą, po prostej linii, niestety nie wychodzi mi to dobrze.-Może jestem troszkę pijana, ale nie bardzo!
-Jasne.-uśmiecha się.-To daj tą rękę z powrotem, bo jeszcze mi tu spadniesz na ulicę.
-Ale tu nie jest wysoko!-patrzę na przestrzeń dzielącą krawężnik od ulicy. Co dziwne, ona ciągle się zmienia...raz większa, raz mniejsza. Dziwne.
-Ale Cię przejadą, chodź.-zamienił się ze mną na strony i prowadził za rękę.
-Śpij dziś u mnie w pokoju...-opieram się delikatnie o jego ramię.
-Odprowadzę Cię do niego.
-A zostaniesz?
-Raczej nie.
-Dlaczego?-zatrzymuję się.
-Bo jesteś nawalona, dlatego.
-Co nie znaczy, że nie możesz ze mną spać.
-Nie mogę, bo jestem tam w pracy, złotko.
-Zrobię co będziesz chciał...-oblizuję usta.
Uśmiecha się bez słowa.
Postanawiam rozegrać to inaczej, ale dopiero w pokoju.
Dochodzimy do hotelu, gdzie od razu kierujemy się do mojego pokoju.
-Na chwilę chociaż zostaniesz?-pytam siadając na łóżku.
-Wiesz, że mam trening o 10 i powinienem być w pokoju o północy?-patrzy na mnie stojąc w drzwiach.
-Chwilkę, proszę.-uśmiecham się słodko i klepię miejsce obok siebie.
-Chwilę.-siada obok.
Wstaję i siadam mu na kolana. Staram się patrzeć w jego oczy, ale biegam spojrzeniem po całej jego twarzy. Nie protestuje, objął mnie w pasie i uśmiecha się delikatnie.
Całuję go delikatnie w policzek, a potem namiętnie wbijam się w jego usta. Odwzajemnia pocałunek, ale szybko go kończy i kładzie mnie na łóżko.
-Wpadnę jutro, jak będę wolny. Bądź grzeczna.-macha mi i wychodzi z pokoju.
_________________________________________________________________________________
-Cholera, nie mam pojęcia, czemu z nim tu jestem, nie zadawaj trudnych pytań.-leżę na łóżku w pokoju i jem dietetyczny jogurt z owocami kupiony w pobliskiej kawiarni.
-Jesteś serio w Polsce?-pyta zdziwiona Lindsay uśmiechając się w ekranie laptopa.
-Tak, sama nie wiem czemu, ale jakoś...chcę z nim tu być. Zresztą wywalili mnie ze szkoły, na razie z nim pomieszkam. Teraz jest ok, jutro ma mecz, a potem...chyba wracamy.
-Wow, rozumiem, że jest już Twój?
-Nie...mówiłam Ci jak wyglądał wczorajszy wieczór...chcę, żeby był mój, ale nie wiem jeszcze czy jestem gotowa na taki związek.-Wiesz, nie ważne jak jest seksowny, ma 23 lata...jest dorosły, wie czego chce.
-Facet nigdy nie wie, czego chce...miałam takiego jednego wczoraj i słuchaj on zmieniał pozycję co...
-Dziewczyno, przestań się puszczać.-ucinam.-Znajdź sobie coś innego.
-Nie każdy wpada na bogatego piłkarza...-mówi lekko obrażona.
-Nie każda, która nie wpadnie musi być dziwką.
-Mistrz ciętej riposty wrócił, tęskniłam.-uśmiecha się.-Do końca tygodnia musimy się spotkać, tęsknię.
-Ja też...powinniśmy wrócić, za 2-3 dni.
-Wiem...ej, lecę...zadzwonię wieczorem, buziaki.-Lindsay wyłącza skype i okienko znika.
Co ja mam dziś robić?
Zakładam siwe dresy adidas i krótki top z nadrukiem S*X. Do tego białe adidasy i idę do kilku galerii, do parku i ok. 17 ląduję w spa, gdzie relaksuję się do 19:40. Potem udaję się do mojego pokoju, kładę się na łóżku i szukam dobrej miejscówki, gdzie mogłabym pójść. Warszawa bardzo mi się podoba, jest pięknym miastem, ale zwiedzanie jej bez żadnego towarzystwa nie brzmi fajnie. Wzdycham i dotykam swojej twarzy. Skóra jest delikatna, nawilżona i sprawia wrażenie nieskazitelnej. Zabiegi w spa mają ogromny wpływ na cerę. Od razu skorzystałam z salonu kosmetycznego, który zrobił mi makijaż i manicure.
-Dobry wieczór.-do mojego pokoju wchodzi Wojtek, bez żadnej zapowiedzi.-Można?
-Jasne, wchodź.-uśmiecham się na jego widok.
-Jak Ci minął dzień?-siada na małej kanapie przy oknie.
-Świetnie, zakupy, spacer, spa...idealny dzień.-uśmiecham się.-A Tobie? Wszystko ok?
-Pobudka o 8:30, trening o 10, wywiady, obiad, wywiady, męskie granie w salonie gier i oto jestem. Dzień idealny, ale pod warunkiem, że dasz się wyciągnąć na spacer! Muszę Cię w końcu oprowadzić po mieście, chociaż po kawałku. Przyjmujesz propozycję?
Czytasz mi w myślach!
-Oczywiście.A mogę się przebrać?
-Możesz.-uśmiecha się i puszcza mi oczko.
W łazience zakładam jeansy i wiążę włosy w wysoki kucyk, psikam się perfumami, kontroluję oddech, poprawiam błyszczyk i wychodzę.
-Jestem absolutnie gotowa!-salutuję i zakładam adidasy.
-Świetnie, więc idziemy.-otwiera mi drzwi.-Zostaw, nie będzie potrzebna.-zabiera mi torebkę i rzuca ją na łóżko, zamyka za nami drzwi z zadziornym uśmiechem.
Na korytarzu mija nas kilku kolegów Wojtka, czuję ich uważne spojrzenia na moim brzuchu, koszulce i plecach.
Kiedy w końcu odrywam wzrok od oczu i uśmiechu Wojtka, zauważam jak dobrze wygląda. Ma na sobie ciemne, lekko opadające jeansy, koszulkę z palmami i jasne Nike. Na jego nadgarstku widzę czerwono-białą gumkę z napisem : POLAND NATIONAL FOOTBALL TEAM.
-Dokąd mnie zabierasz?-pytam kiedy wychodzimy z windy.
-W jedną z kilku wycieczek. Pokażę Ci kilka fajnych miejsc niedaleko, reszta pojutrze.
-Czemu pojutrze?
-Bo jutro mam mecz.-puszcza oczko.-Bilet dam Ci jak wrócimy.
-Bilet? Dla mnie?
-Tak, liczyłem, że będziesz mnie wspierać.
-Nie musiałeś mi kupować biletu, oddam Ci pieniądze.-mówię zdziwiona.
-Ale nie musisz. Dostaje bilety dla znajomych i rodziny więc...jeden jest Twój.
-Dziękuję.-czuję się niesamowicie ważna i szczęśliwa.
-Najpierw romantycznie...czy rozrywkowo?-pyta, kiedy stoimy czekając na przejściu dla pieszych.
-Może...rozrywkowo.-odpowiadam.
-Dobrze, najlepsze na koniec, słusznie. To chodź.
Najpierw udaliśmy się do ' Labiryntu'. Czyli do miejsca, gdzie wchodzi się niczym do piwnicy. Po schodach w dół, przy budynku z czerwonej cegły, znajdowały się drewniane drzwi. Wchodząc do środka kupowało się bilet, potem szło najpierw przez gabinet luster, potem przez przeszklony labirynt, a na końcu wjeżdżało się do tunelu strachu. Niesamowicie zrobione miejsce, cudowny klimat i naprawdę, w kilku momentach się bałam. Jednak oglądając nasze zdeformowane odbicia w gabinecie luster i kilka nieudanych prób wyjścia z niego bardzo mnie bawiło, dawno się tak nie śmiałam.
Potem trafiliśmy do baru w stylu lat 60'. Była tam grająca szafa, wnętrze, bar i parkiet były stylizowane na tamte czasy. Kelnerki i barmani mieli charakterystyczne fryzury i ubiór. Leciała tamtejsza muzyka, ludzie tańczyli w rytm szalonych lat, które pamiętają rodzice i dziadkowie, lat które każdy uwielbiał. Sami nie mogliśmy odmówić sobie jednego tańca w tamtym stylu i pewnie wyglądaliśmy przekomicznie próbując naśladować ruchy ludzi, którzy potrafili to tańczyć. Wypiliśmy po drinku i ruszyliśmy w ostatnie już miejsce, to romantyczne.
-Przepraszam, że dziś tak mało, ale jutro mecz i sama rozumiesz...muszę się postarać o 1 skład, więc być wyspanym w miarę...-Wojtek, zupełnie niepotrzebnie, mnie przeprasza.
-Jest cudownie, nie mogę się doczekać, co wymyśliłeś.
-Zaczekaj tu chwilę.-wchodzi do pobliskiego sklepu. Po chwili wraca z reklamówką z dwoma butelkami piwa i puszką Nic-Nack'sów.-Chodź.-mówi.
Idziemy w stronę osiedla, gdzie znajdują się wysokie, luksusowe apartamenty w wieżowcu.Wchodzimy do jednego z dwóch gigantów, Wojtek wita się ze strażnikiem i rozmawia z nim chwilę, pokazuje na mnie, strażnik się śmieje i potakuje oraz daje mu klucz.
-Chodź, spokojnie.-złapał mnie za rękę i wchodzimy do windy. Wjeżdżamy na samą górę. Wojtek uśmiecha się bez słów.-Tędy.
Na końcu korytarza, między mieszkaniami dochodzimy do dwuskrzydłowych drzwi, które są zamknięte. Nie dziwi mnie, gdy Wojtek je otwiera kluczem od portiera.
Za nimi znajdują się metalowe, szerokie schody. Znajdujemy się w ich wyższej części, jesteśmy na 14.piętrze, a schody prowadzą i w górę i w dół. Kwadratowe zakręty wyglądają jakby się miały nigdy nie skończyć.
-Na górę.-Wojtek rusza przodem. Po jeszcze 4 piętrach dochodzimy do kolejnych, tym razem pojedynczych metalowych drzwi i już wiem, co się za nimi kryje i gdzie prowadzi mnie Wojtek.
Otwiera je i wychodzimy da ogromny dach wieżowca. Jego boczna ' bariera' sięga mi jakoś nieco ponad pas. Dochodzimy do samej bariery, która chroni przed upadkiem i patrzymy na Warszawę, która mieni się milionem świateł, widać płynącą rzekę i kolorowe światła ulic. Uroku dodaje rozgwieżdżone niebo.
-Wow...-to wszystko co umiem z siebie wydobyć. Ten widok zaparł mi dech w piersiach.
Jest niesamowicie, nie pomyślałabym, że Wojtek mógłby coś takiego wymyślić.
-Podoba Ci się?-opiera się o barierę, która, zapomniałam dodać, jest betonowa.
-Jest niesamowicie...-uśmiech nie schodzi mi z twarzy. Latam od jednego końca dachu do drugiego omijając wentylację i komin, oglądam miasto z każdej strony.
Słyszę psyknięcie i widzę Wojtka, który otwiera piwa o siebie.
-Twoje.-Podaje mi cytrynowego ' Lecha', sam ma inne, bo bez cytrynek na butelce.-I orzeszki...pierwotnie miał być szampan i truskawki...ale nie mam kieliszków i to oklepane. Piwo i orzeszki dają luźniejszy klimat, nie?-pyta rozbawiony i pije z butelki.
-Dokładnie.-biorę łyka swojego piwa. Jest dobre, nie za gorzkie, słodko kwaśne, idealne dla mnie. Sięgam po orzeszka z puszki.-Skąd masz tu znajomości?-pytam.
-Mieszkałem tu. Kiedyś poszedłem na deal z portierem i dawał mi klucze, jest naprawdę fajnym facetem. Kupiłem to mieszkanie jak jeszcze z Magdą tu przyjeżdżaliśmy dość często, a nie chcieliśmy mieszkać z rodzicami. Potem je sprzedałem. Nie wiedziała, że tu siedzę wieczorami. Jesteś pierwszą osobą, którą tu przyprowadziłem.-patrzy na miasto i uśmiecha się.
-Dziękuję...-patrzę na niego z podziwem i z wdzięcznością i ... nie wiem czym, ale mam ochotę go przytulić.
Siadamy opierając się o murek-barierę i patrzymy w niebo. Pijemy toast za nasze spotkanie i jemy orzeszki. Rozmawiamy, śmiejemy się, robimy zdjęcia widoków i siebie na ich tle, aż w końcu pora wracać do hotelu.
-Już koło 23, powinniśmy wracać.-mówi Wojtek wstając z ziemi i rzucając ostatnie spojrzenia Warszawie.
-Eh...musimy?-pytam z tęsknotą oglądając neony i migające lampki.
-Tak, ale jeśli chcesz możemy tu wrócić.
-Jasne, że chcę.-uśmiecham się.
Zbieramy nasze śmieci i opuszczamy budynek, dziękując za klucz. Zamawiamy taksówkę i wracamy do hotelu.
-Wejdziesz?-otwieram drzwi do mojego pokoju z nadzieją na jedną odpowiedź.
-Nie wiem...powinienem być już w pokoju, jutro mecz...-zmieszany zakłada dłoń na kark.
Uwielbiam, kiedy tak robi, wygląda słodko i nieśmiało.
-Proszę, oddam Cię do pierwszej, obiecuję...-uśmiecham się niewinnie.
-Obiecujesz?
-Obiecuję!-podnoszę dwa palce w geście obietnicy.
-Niech będzie.
Zabieram laptop z łóżka i rzucam się na nie. Wojtek kładzie się obok i patrzy na mnie z uśmiechem, mam wrażenie, że uśmiecha się cały wieczór. Bardziej albo mniej, ale cały czas.
-Dziękuję za dzisiaj, było niesamowicie.-patrzę w jego piwne oczy.
-Nie ma za co, to tylko wycieczka.
-Było cudownie.
-Nie taka szalona jak Twoja do Venice, ale zawsze.-śmieje się i dotyka swoją dłonią mojej.
Bez wahania się do niego przysuwam i całuję w policzek. Policzek zmienia się na usta. Czuję jego oddech, jego język delikatnie dotyka mojego, stykają się, mijają i znów czule splatają. Uwielbiam to uczucie i jego ciepłe dłonie dotykające mojego pasa. Powoli wsuwają się pod koszulkę i delikatnie pozbywają stanika, który leci na ziemię. Zostaję w samej koszulce. Wojtek przechodzi do pozycji, w której znajduje się nade mną, pomagam mu zdjąć koszulkę,a on zajmuje się moimi jeansami.
-A czy to Cię nie rozproszy przed meczem?-pytam kokieteryjnie i całuję go po klacie.
-Chyba odpręży i odstresuje...-gryzie mnie w ucho, przez co mocniej wbijam paznokcie w jego plecy.
Kochamy się długo i naprawdę dobrze, po wszystkim czuję, że chcę, żeby został do rana.
Siadam na niego, kiedy mówi, że musi się zbierać.
-Zostań, proszę.-szepczę i daję mu buziaka.
-Wiesz, że bym chciał, ale muszę...-zdejmuje mnie z siebie i czule całuje, wstaje i zakłada bokserki i spodnie.
-Musisz zawsze przestrzegać zasad?-pytam przykrywając się i patrzę jak zapina spodnie i szuka koszulki.
-Gdybym to robił nie byłoby mnie w tym pokoju, a Ciebie w tym kraju.-puszcza mi oczko.
-No tak...czuję się trochę przy tobie jak głupia nastolatka, wiesz?-gniotę rożek poduszki, pachnie nim.
-Ja przy Tobie jakbym miał co najmniej ze 30 lat...-zakłada t-shirt i wchodzi na łóżko, pochyla się nade mną.
-Ale to tylko 5 lat,kochanie.-uśmiecham się.
-Wrócimy do tego...-wzdycha.-Idź spać, jutro widzimy się na meczu, bilet będzie tu.-wskazuje na szafkę nocną.
-Dobrze.
-Dasz sobie radę na stadionie?
-A to coś zmieni jak powiem, że nie? Przyjedziesz i mnie zaprowadzisz za rękę?-pytam patrząc w jego oczy i próbując się na niego nie rzucić z buziakami.
-Niestety nie.-śmieje się.
-Więc dam sobie radę, zawsze dam sobie radę, nie wiesz?
-Zapomniałem...dobranoc, śpij dobrze.-całuje mnie namiętnie, ostatni raz tej nocy i wychodzi z pokoju.
Gaszę światło, zamykam drzwi i kładę się do łóżka, wtulam się w poduszkę i wdycham jego zapach przypominając sobie dzisiejszy dzień. Zdecydowanie jeden z najlepszych w moim życiu.
_________________________________________________________________________________
Rozdział dodany! pisany od nowa, bo tamtego nie dało się uratować :c
starałam się max i liczę, że Wam się podoba :)
Tym razem...trochę zluzowali? :D
Jak myślicie, co z nimi będzie?
Jak myślicie, co z nimi będzie?
uda się czy nie ? :*
kocham dziękuję za każdy komentarz, przeczytanie i cierpliwość :)
pozdrawiam! :*
P.S. co do ' heart beat for football' ... kochani nie mam żadnego pomyslu, padło ich miliard od grudnia i nie mam pojęcia co dalej z Olą i Wojtkiem... niby mialam plan, ale okazał sie klapą :c
dlatego liczę na Was!
Jeśli macie jakiś pomysł napiszcie w komentarzu...tu albo na innym blogu, obiecuję, że będę sprawdzać i odpowiadać :) proszę, bo naprawdę nie mam pojęcia co dalej... :c
staram się rekompensować tymi rozdzialami :*
dobranoc xoxo
łapcie Wawę nocą!


Nie pozwalam na zakończenie pierwszego Bloga! Liczę na twoją kreatywność, co do tego rozdziału nie mam uwag. Wszystko jest jak trzeba, super się czytało czekam na kolejny :)
OdpowiedzUsuńBardzo mi się podoba rozdział ^^ Piękny opis. Mam Nadzieje, że mecz "jutro" będzie wygrany :D haha Super!
OdpowiedzUsuńPostarałaś się jak zawsze :3 Wena nie odpuszcza! Tak trzymaj :D Pięknie :))
OdpowiedzUsuńWspaniały rozdział a co do pomysłu gdyby Olę porwano i żądano od Wojtka udziału w wyścigach za tym stałby jego dawny przyjaciel ...
OdpowiedzUsuń